lipca 11, 2018

lipca 11, 2018

Słow kilka o osobach słabosłyszących, aparatach słuchowych i wzajemnym dogadywaniu się.

Słow kilka o osobach słabosłyszących, aparatach słuchowych i wzajemnym dogadywaniu się.
Aparaty  słuchowe są wiernymi przyjaciółmi wielu osób słabosłyszących. Aparat słuchowy to przeważnie pierwsza rzecz po którą sięgam, gdy się budzę (ostatnio z nim rywalizuje smartfon :P) i ostatnia rzecz, którą odkładam przed snem.


Wielu osobom wydaje się, że aparaty słuchowe i implanty ślimakowe w 100% "przywracają" słuch. Otóż nie. Nie przywracają. Jedynie wspomagają słyszenie, ale to, że wspomagają nie oznacza, że umożliwiają słyszenie i rozumienie mowy w 100%. 

Dla każdej osoby, będącej użytkownikiem aparatu słuchowego - aparat przynosi inne korzyści. Są tacy, którzy mając na uchu aparat słuchowy mogą rozmawiać przez telefon i słuchać ze zrozumieniem radia, ale są i tacy, którzy mając aparaty słuchowe będą słyszeli jakieś dźwięki, ale nie będą potrafili ich zinterpretować, bo aby zrozumieć mowę - muszą widzieć również usta. Są osoby, które mają lekki niedosłuch, kiedy zdejmą aparat słuchowy - bez niego to i owo usłyszą, ale są też osoby, które po zdjęciu aparatu słuchowego stają się zupełnie głuche, tak jak ja.

W moim przypadku aparat słuchowy umożliwia odbiór jedynie niektórych bodźców dźwiękowych, swojego głosu nie słyszę, więc trudniej jest mi go kontrolować, tak jak i wielu moim słabosłyszącym znajomym. Moje lewe ucho jest już pogrążone w całkowitej ciszy, żaden aparat i żaden implant jemu już nie pomoże ;) 

Zatem, co słyszę dzięki aparatowi jeśli założę go na prawe ucho, aby wykorzystać resztki słuchowe? Słyszę jedynie głośną muzykę, warkot motocykla, dźwięk startującego samolotu, wiertarkę, kosiarkę, szczekanie psa, uliczny hałas, odgłos wbijanych gwoździ. Słyszę także wrzaski, ale już nie potrafię "wyłowić" pojedynczych słów, wszystko zlewa mi się w jedną dźwiękową plątaninę ;)

Kiedy jestem bez aparatów niczego nie słyszę. Możesz spokojnie zacząć robić remont mieszkania przy użyciu wiertarki, możesz nawet się pokłócić ze swoim partnerem/partnerką o intymne sprawy, możesz urządzić sobie istną orgię w sąsiednim pokoju - żaden z tych dźwięków nie dotrze do mnie :)

Zatem jeśli pomyślisz o osobach słabosłyszących - miej świadomość, że każdy kto nosi aparat słuchowy odbiera mowę inaczej. Jeśli nie masz pewności jak rozmawiać z taką osobą, po prostu zapytaj/napisz/zamigaj: co mam zrobić, abyś mnie lepiej rozumiał?

Zatem, jeśli spotkacie na swej drodze osobę, która powie Wam, że jest użytkownikiem aparatu słuchowego lub implantu ślimakowego przede wszystkim: nie krzyczcie. Mówić wyraźniej to nie znaczy krzyczeć, nie oznacza też, że macie mówić bezpośrednio do ucha waszego niezbyt idealnie słyszącego rozmówcy ;) Po prostu mówcie nieco wolniej, nie zalewajcie rozmówcy potokiem słów.

I nie dziwcie się, nie irytujcie się kiedy czasem Twój słabosłyszący rozmówca nagle niczego nie rozumie co do niego mówisz. Być może jego wzrok jest już bardzo zmęczony odczytywaniem mowy z ust, może nie nadąża już za Twoim słowotokiem, może warunki oświetleniowe i dźwiękowe (hałasy w tle) nie sprzyjają rozumieniu mowy. 

Mimo, że wiedza na temat spraw głuchych, Głuchych i słabosłyszących w naszym społeczeństwie poszerza się to jednak widok młodej osoby z aparatem słuchowym bywa dla niektórych wręcz zaskakujący. Nie dziwi widok staruszka  z aparatami, ale widok rześkiego młodzieńca czy fajnej laski z cyfrakiem na uchu to wciąż coś tak egzotycznego, że aż trudno oderwać oczy od ucha ozdobionego aparatem :)

Należę do osób, które nie ukrywają swojego aparatu. Ba! Nawet noszę kolorowe wkładki z wtopionymi cyrkoniami, aby mój Oticon rzucał się w oko każdemu kto zechce mnie zagadać. Aparat jest i będzie częścią mnie dopóki  będę mogła jeszcze korzystać z moich resztek słuchowych. Jeśli ktoś gapi się prosto w moje ucho - myślę sobie "Gap się, gap! Aż w końcu się oswoisz". Swojego starego Oticona nawet celowo pomalowałam w krzykliwe czerwone kropki lakierem do paznokci, tak się rzucał w oczy, że każdy go zobaczył z marsza zaczynał do mnie wyraźniej mówić :P

Ale i zdarzyła mi się przykra sytuacja... Parę lat temu, pewna pani fotograf, z którą miałam
współpracować podczas przygotowań do jej sesji zdjęciowej - z niesmakiem stwierdziła, że widok mojego aparatu słuchowego, jako osoby pracującej w jej zespole psuje wizerunek jej
firmy. Sam widok mojego Oticona sprawił, że nie dała mi szansy wykazania się ani wiedzą ani doświadczeniem, skreśliła mnie na samym starcie.
Jeśli należysz do takich osób, kóre osądzają "po widoku aparatu" to musisz sobie uświadomić, że dla użytkowników aparatów słuchowych ten cud techniki to gadżet taki sam jak okulary. To, że ktoś jest użytkownikiem aparatu słuchowego nie oznacza, że jest gorszy - jeśli masz wątpliwości najpierw oceń kompetencje danej osoby, daj jej szansę wykazania się tym, co potrafi. Nie przekreślaj jej tylko dlatego, że tak bardzo mierzi Cię widok aparatu słuchowego. 
Dla tych osób słabosłyszących, które akceptują siebie  takimi jakimi są, nie wstydzą się faktu, że noszą aparat to nie jest jakaś szpetna proteza. To całkiem normalna rzecz, taka jak dla Ciebie okulary :)

Pamiętaj też, że te cyfraki na naszych uszach to nasi najlepsi kumple :)

lipca 06, 2018

lipca 06, 2018

Czacha na plakacie i wspomnienia z czasów licealnych ;)

Czacha na plakacie i wspomnienia z czasów licealnych ;)
Czaszki, czaszeczki...! Niektórym kojarzą się z ponurymi klimatami, przywodzą na myśl straszną śmierć, ale ja w czaszkach dostrzegam coś innego - kojarzą mi się z przemianą, z niekoniecznie smutnym zakończeniem jakiegoś etapu, przejściem w jakiś inny wymiar :P

Dzisiejsza czacha z brwiami a la Frida Kahlo poleciała do Klientki w postaci plakatu, który będzie wisiał oprawiony w antyramę w jej pokoju. Cieszą mnie takie "czaszkowe" zamówienia, od razu wiem, że zamówienie składa Klientka lub Klient, który ma poglądy bardzo podobne do moich :)

Jako ciekawostkę powiem Wam, że takie czachy produkowałam już za czasów licealnych na torbach i plecakach moich znajomych, ale rysowałam zwykłymi markerami, wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o istnieniu profesjonalnych pisaków do tkanin marki Sharpie. Pocieszające jest to, że jeden z kolegów ze szkoły powiedział, że plecak z "moją" czachą przechowuje do dziś i czasem pożycza go swojej córce na wyjazdy na Woodstock :)

lipca 01, 2018

lipca 01, 2018

Czaszka z wąsem, czyli powrót do malowania własnej odzieży ;)

Czaszka z wąsem, czyli powrót do malowania własnej odzieży ;)
 
Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, znów mam fazę na kreowanie sobie ciuchów. Tak się złożyło, że w miniony weekend, po spotkaniu z klientką zabrałam moją bliską koleżankę na rajd po sklepach odzieżowych w różnych galeriach. 
Na letnich wyprzedażach ciuchów było tysiące. I co?  Żaden do licha mi nie wpadł w oko :/ Jedyne ciuchy jakie mi się spodobały to T-shirty w Croppie, ale niestety podobały mi się akurat te z męskiego działu, a nie było dostępnej męskiej S-ki, która na mnie pasuje jak ulał :( Taki nieudany rajd po ciuchowych sklepach zawsze motywuje mnie do samodzielnego kreowania ciuchów ;) Tak więc w mojej pracowni nastąpił wielki powrót malowanych czaszek :)

Kiedyś zajmowałam się sprzedażowym kreowaniem różnych grafik, ilustracji, motywów na T-shirtach, obecnie robię to tylko dla samej siebie i to wyłącznie wtedy, kiedy mam czas i wenę twórczą, więc błagam - nie pytajcie czy coś namaluję na tkaninie, bo w tej chwili naprawdę nie mam czasu na realizację tego typu dodatkowych zleceń ;) 

Tak nawiasem mówiąc, w ramach umów-zleceń realizuję wyłącznie ilustracje książkowe, ilustracje do materiałów dydaktycznych i szkice tatuaży. Ostatnie tkaninowe zlecenie wykonałam dla mojej znajomej jako spóźniony prezent ;)

A poniżej moja tunika z wizerunkiem czachy posiadającej wąs w stylu Salvadora Dali ;) Trzeba przyznać, że bardzo się zrelaksowałam podczas kreowania sobie tego ciucha. Chyba muszę częściej to robić ;)

czerwca 30, 2018

czerwca 30, 2018

Toruń inspiruje mnie...

Toruń inspiruje mnie...
 
W ostatnim czasie mam znowu fazę na kreowanie sobie ciuchów. A wszystko dlatego, że w sklepach nie mogę znaleźć czegoś co zachwyciłoby moje oczy. Chyba nic nie poradzę na to, że żadna odzieżowa marka nie jest w stanie podbić mojego serca tak jak uczynił to Desigual... 

Niektórzy zauważyli, że na moich ciuchach często pojawiają się okręgi. Rzec można by, że inspiruje mnie Desigual, bo na odzieży tej marki również pojawiają się wzory kręgów i mandali, ale jednak, jeśli chodzi o kreowanie okrągłych naszywek na moją odzież - zdecydowanie inspirują mnie kręgi z Torunia, mojego rodzinnego miasta, z którego wyjechałam zaraz po maturze i już nie dane było mi tutaj powrócić...

Tak więc nie można mi zarzucić, że plagiatuję desigualowe kręgi ;) Te z Desiguala wędrują na odzież w postaci nadruków na tkaninie, zaś moje są ręcznie haftowane i posiadają zupełnie inny wzór. Wystarczy luknięcie na fotografię auli UMK w Toruniu, by dostrzec, że w przypadku moich krawieckich eksperymentów to właśnie toruńskie klimaty mnie inspirują :)

 

czerwca 25, 2018

czerwca 25, 2018

Jak Wasze nastroje po grze polskiej reprezentacji z Kolumbią?

Jak Wasze nastroje po grze polskiej reprezentacji z Kolumbią?

Ach... Nie tak to miało być... Jak z tym żyć? ;)

czerwca 25, 2018

czerwca 25, 2018

Pracujesz, czy nie pracujesz - dokształcaj się, podnoś swoje kwalifikacje.

Pracujesz, czy nie pracujesz - dokształcaj się, podnoś swoje kwalifikacje.

Wysokie bezrobocie wśród nie(do)słyszących i jego przyczyny

Polska jest jednym z krajów UE, w których odnotowuje się wysokie bezrobocie wśród osób nie(do)słyszących. W Polsce za taki stan rzeczy winić należy m. in. niechęć pracodawców do zatrudniania osób nie(do)słyszących wiążącą się głównie z obawą, że nie będą w stanie się porozumieć z niedosłyszącym pracownikiem, bądź nie będą mogli wysłać takiej osoby na szkolenia, czy kursy dokształcające.

Takie obawy są zupełnie bezpodstawne, gdyż z osobami nie(do)słyszącymi z powodzeniem można się porozumieć za pomocą sms-ów, szerokiej gamy komunikatorów internetowych, można również skorzystać z tłumacza języka migowego online. Natomiast coraz więcej oferowanych szkoleń i kursów jest dostępnych na platformach e-learningowych, z których z powodzeniem mogą również skorzystać osoby nie(do)słyszące, szeroki wachlarz takich kursów online oferuje m.in. Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu.

Podnieś swoje kwalifikacje zawodowe. Zainwestuj we własne umiejętności i wiedzę

W sytuacji, kiedy osoba nie(do)słysząca przez długi czas nie może znaleźć pracy, bądź rozważa zmianę stanowiska pracy - warto, aby rozważyła również rozszerzenie swoich kwalifikacji zawodowych. 
Wszystkim osobom nie(do)słyszącym, ale także słyszącym polecam zdobywanie wiedzy w Centrum Rozwoju Personalnego, gdzie myślą przewodnią są mądre słowa: 

"Ludzie sukcesu ciągle się uczą i rozwijają, 
ludzie przeciętni uważają, że już wszystko wiedzą" 
- Harv Eker


Podniesienie kwalifikacji zawodowych sprawi, że każda osoba poszukująca pracy stanie się bardziej elastyczna, nie będzie ograniczona do poszukiwań pracy tylko w jednej branży, będzie mogła poszukiwać jej w różnych sektorach, na różnych stanowiskach. 

Znam wiele osób, które we wrocławskim Centrum Rozwoju Personalnego ukończyły nawet po kilka specjalistycznych kursów, a zdobycie prestiżowego certyfikatu dodało im skrzydeł i założyły własne firmy, bądź działają zawodowo w charakterze freelancerów. 

Jakie zyskałam korzyści z ukończenia kursów oferowanych przez Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu?

Moja osoba jest doskonałym przykładem osoby, która po ukończeniu studiów pedagogicznych, po urodzeniu i odchowaniu dziecka przez długi czas nie mogłam znaleźć zatrudnienia w swojej małej miejscowości. Przeprowadzka do innego miasta z wielu rodzinnych względów nie wchodziła w rachubę, zatem szybko zrozumiałam, że w dzisiejszych czasach, aby móc znaleźć jakiekolwiek zatrudnienie - należy nieustannie inwestować w siebie, nieustannie pogłębiać swą wiedzę. 

I tak oto rozpoczęłam przygodę z dokształcaniem się, pogłębianiem swych umiejętności i wiedzy na kursach zawodowych, które kończyły się egzaminem i uzyskaniem zaświadczenia MEN. Pracując już jako grafik komputerowy i wizażystka, rozpoczęłam poszukiwania kolejnej placówki oświatowej, tym razem takiej, która w swojej ofercie posiadałaby szeroką bazę kursów e-learningowych. I tak mój wybór padł na Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu. I ani trochę nie przesadzam twierdząc, że wybór tej placówki był jednym z moich najlepszych zawodowych i jednocześnie życiowych wyborów. Kursy on-line prowadzone przez CRP są prowadzone w taki sposób, że byłam w stanie pogodzić opiekę nad dzieckiem, obowiązki domowe wraz z nauką i pracą freelancera. 

Jaki wybrałam kurs w Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu?

Uznałam, że dla lepszych zarobków warto wzbogacić dyplom stylistki wizażu o certyfikat Beauty Coach'a, a kurs na takim kierunku znalazłam właśnie w CRP.  Zdobycie wiedzy, kolejnego prestiżowego certyfikatu wraz z zaświadczeniem MEN sprawiło, że mogłam poszerzyć swą ofertę zawodową. Po ukończeniu kursu Beauty Coach (kurs ten osoby zainteresowane mogą znaleźć tutaj: CRP - zdrowie, dieta, uroda) rozwinęłam skrzydła pracując jako grafik, wizażystka i Beauty Coach w jednej osobie, umożliwiło mi to nawiązanie bardzo ciekawych, kreatywnych form współpracy zawodowej. Sukces i satysfakcjonujące zarobki sprawiły, iż rozważam podjęcie nauki na kolejnych kursach w CRP.

Komu polecam kursy prowadzone przez Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu?

Jak wspomniałam wcześniej, kursy on-line polecam m.in. osobom nie(do)słyszącym, aby mogły podnieść swoje kwalifikacje zawodowe. Wiedza na kursach jest przekazywana w naprawdę zrozumiały, czytelny sposób, w trakcie kursu można samodzielnie wykonać notatki, które okażą się pomocne do powtórzenia materiału. 

Kursy w CRP szczególnie przyjazne dla młodych mam!

Zapis na kursy organizowane przez CRP powinny rozważyć także młode mamy, które
martwią się czy znajdzie się dla nich miejsce na rynku pracy, gdy będą już gotowe na podjęcie poszukiwania nowego zatrudnienia, bądź zmianę miejsca zatrudnienia. 
Obecnie w CRP znajduje się aż 50 kursów i ta oferta wciąż się powiększa! Jest zatem w czym wybierać! Poza tym każdą mamę zainteresują także kursy znajdujące się w CRP w dziale psychologia i rozwój osobisty, np. tj. Edukacja, kompetencje rodziców, Rozwój kreatywności dziecka, czy Kariera i macierzyństwo - praktyczny kurs dla mam. Moja bliska koleżanka, mama dwójki dzieci była zachwycona kursem Biblioterapia i bajkoterapia.

Prowadzisz firmę? Zadbaj o edukację swoich pracowników!

Każdy pracodawca, któremu zależy na rozwoju firmy także powinien rozważyć zapewnienie swoim pracownikom dostępu do edukacji. Kursy online są korzystne pod wieloma względami, gdyż oszczędza się czas i pieniądze jakie się traci w przypadku kursów tradycyjnych. 

Jest to także korzystne dla pracowników z niepełnosprawnością ruchową, nie muszą bowiem się martwić dojazdami i barierami architektonicznymi, jakie nierzadko muszą pokonywać, aby dostać się do placówek oferujących kursy stacjonarne.

Ja wkrótce zapiszę się na kilka kolejnych kursów :)
Po prostu wiem, że warto. To najlepsza inwestycja!








czerwca 15, 2018

czerwca 15, 2018

Faceci są z Marsa, a kobiety z Wenus... Czyli komedia pomyłek ;)

Faceci są z Marsa, a kobiety z Wenus... Czyli komedia pomyłek ;)


Ach... Faceci są z Marsa, kobiety z Wenus, więc nie dziwota, ze czasem trudno odgadnąć co druga połówka tak naprawdę ma na myśli ;)

czerwca 13, 2018

czerwca 13, 2018

Głusi są hermetyczni? Mylisz się. Aby ich zrozumieć musisz najpierw poznać ich historię i ich język.

Głusi są hermetyczni? Mylisz się. Aby ich zrozumieć musisz najpierw poznać ich historię i ich język.
Świat ciszy jest jeden, lecz żyją w nim różne osoby - osoby głuche od urodzenia, osoby późnoogłuchłe, osoby z lekkim niedosłuchem; osoby ze średnim, bądź umiarkowanym niedosłuchem, migające, mówiące, migające i mówiące...
Wymieniać można długo, więc aby tutaj nie przynudzać - osoby, które są rzeczywiście zainteresowane zagadnieniami z zakresu surdopedagogiki odsyłam tutaj.

Wielkim błędem jest przykładanie jednej miary do wszystkich osób, które nie słyszą, a tak niestety wciąż czyni wiele osób słyszących nie mających zielonego pojęcia o świecie ciszy. Dzisiejszy post jednak chcę poświęcić nie osobom słyszącym, ale gatunkowi wyjątkowo wrednych osób, które ktoś słusznie nazwał "koniami trojańskimi."

Kimże są owe "konie trojańskie"? Mówić i pisać o nich nie lubię, lecz niestety muszę, bo bardzo często nieświadomie (a może świadomie? hmmm...?) działają na szkodę społeczności g/Głuchych, szczególnie tych, dla których naturalnym, pierwszym językiem jest Polski Język Migowy. Takimi "koniami trojańskimi" zazwyczaj  są osoby późnoogłuchłe.

Wiele osób późnoogłuchłych ma problem z odnalezieniem się w świecie ciszy, w społeczności tych nie(do)słyszących, którzy z ciszą żyją z pan brat już od urodzenia, bądź najmłodszych lat dzieciństwa. Osoba, która nagle utraciła słuch musi się pogodzić z tą stratą, musi siebie zaakceptować w tej "nowej wersji", musi na nowo nauczyć się funkcjonować w społeczeństwie bez tego jednego zmysłu. I nawet jeśli zacznie nosić aparaty słuchowe, bądź wszczepi sobie implanty ślimakowe - i tak musi się poddać długotrwałej, żmudnej rehabilitacji, bo wbrew przekonaniu osób słyszących to nie jest tak, że ot tak zakładasz sobie aparat słuchowy lub wszczepiasz sobie implant i od razu wszystko pięknie słyszysz. Po to właśnie się rehabilituje takie osoby, aby nauczyły się odpowiednio interpretować te cyfrowe dźwięki, bo brzmią zupełnie inaczej niż te dźwięki ,które odbiera zdrowe ucho. Rehabilitacja niektórych idzie jak z płatka, a u niektórych jak po grudzie - wszystko bowiem zależy od indywidualnych możliwości danej osoby i miliona innych czynników. 

A co z osobami, które nagle straciły słuch i nie pomoże im ani aparat słuchowy? Ani implant ślimakowy? To także ogromna tragedia...

Wróćmy jednak do "koni trojańskich"... Jest nimi większość osób późnoogłuchłych, które w wieku nastoletnim, bądź w wieku dojrzałym nagle utraciły słuch wskutek wypadku, bądź jakiejś choroby. Ze słyszących stały się zupełnie głuche, bądź zachowały resztki słuchowe, z których jeszcze mogą korzystać przy użyciu aparatów słuchowych, czy implantów ślimakowych. Wchodzą w świat ciszy i ... przeżywają rozczarowanie, bo nie odnajdują w tym świecie bratnich dusz... Próbują się zbliżyć do g/Głuchych, lecz z miernym skutkiem. Wkurza ich to, że wielu Głuchych (podkreślam: wielu - co jednak nie znaczy, że wszyscy tacy są) nie czuje się niepełnosprawnych lecz Głuchymi Kulturowo. Późnoogłuchli nie mogąc odnaleźć się w tym świecie zaczynają trąbić na forach wszelkiej maści jacy to "głusi są hermetyczni", "jacy niedobrzy"... "jakie to mają dziwne wymagania"... "jacy to są roszczeniowi"... Co ciekawe, często tacy późnoogłuchli nie zauważają własnej roszczeniowości - mogłabym jako przykład przytoczyć tutaj wiele treści z bloga pewnej ogłuchłej laski, którą razi roszczeniowość Głuchych, a nie dostrzega własnej... ale nie mam zamiaru nabijać jej czytelników, a co za tym idzie także i statystyki ;)

I taki słyszący, któremu świat ciszy jest obcy, nie zna ani języka migowego, ba! często nawet nie widział na żywe oczy osoby g/Głuchej - zaczyna czytać tu i tam wypowiedzi biednej rozgoryczonej późoogłuchłej osoby o tym jacy to Głusi są niedobrzy. I co najgorsze uważają takiego późnoogłuchłego za wyrocznię, bo "przecież on nie słyszy, więc on wie wszystko o świecie ciszy". Słyszący prędzej wierzy "koniowi trojańskiemu", bo tak najwygodniej. Bo z Głuchym migającym nie podyskutuje, a "trojan" mówi. "Trojan" z zapałem rozpisuje się w negatywnym tonie na temat swych doświadczeń z Głuchymi się na różnych forach, w różnych blogerskich grupach. A słyszący go czytają, przytakują i puszczają dalej w eter wieść "jacy to Głusi są niedobrzy". Chamskie, prawda? Musicie być świadomi tego, że nie każdy g/Głuchy otrzymał edukację dwujęzyczną, by móc swobodnie pisemnie się wypowiadać na forach. I pamiętajcie, że nie jest winą g/Głuchych, że system nauczania jest wadliwy, bo któż go tworzy? Słyszący, którzy najczęściej nie uwzględniają przy tym indywidualnych potrzeb edukacyjnych Głuchych.

I  tymczasem, drogi późnoogłuchły człowieku, mam do Ciebie pytanie - czy naprawdę zrobiłeś wszystko, aby poznać świat g/Głuchych? Najłatwiej, najwygodniej Ci powiedzieć, że Głusi są hermetyczni zamiast naprawdę się do nich zbliżyć. Aby ich zrozumieć musisz też sięgnąć wzrokiem kilka lat wstecz - najlepiej do roku 1880, kiedy to odbyła się tragiczna w swych skutkach konferencja w Mediolanie. Decyzje jakie zapadły na owej konferencji po dzień dzisiejszy rzucają ponury cień na życie i edukację Głuchych w Polsce. Aby zrozumieć mentalność Głuchych musisz też poznać ich język. I co jest złego w tym, że wielu Głuchych pragnie być uznanych z mniejszość narodową? Nie ma w tym nic złego. Ty do tej mniejszości przecież nie będziesz należał i nikt nie zmusza Ciebie, aby czuł się Głuchy Kulturowo. Uszanuj to, że inni tego pragną, bo tak czują, mają do tego prawo, tak jak Ty masz prawo czuć się niepełnosprawny. Każdy inaczej postrzega brak słuchu - jedni będą się czuli niepełnosprawni i "wybrakowani", a inni w zupełności pogodzeni z tym faktem.

Pomyśl...
Mając zamiar poznać kulturę Japonii, mając zamiar poznać mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni - co robisz? Uczysz się języka japońskiego. Nie wchodzisz w japońską społeczność oczekując, że wszyscy nagle zaczną wokół Ciebie skakać, będą się uczyć języka polskiego i będą rozumieli Twoje polskie obyczaje. Tak samo jest ze społecznością Głuchych - jeśli pragniesz ich poznać, zbliżyć się do nich, musisz wykazać się szczerą chęcią poznawania ich języka, szczerym zrozumieniem dla ich zwyczajów. Nie możesz wkraczać w tą społeczność z przekonaniem, że jesteś w czymś od nich lepszy, że będziesz pomagał im na siłę. Nie oczekuj, że będziesz traktowany jak bóstwo, które zapragnęło się z nimi zakumplować.

I wiesz co, drogi późnoogłuchły? Ja też jestem późnoogłuchła :) I też kiedyś twierdziłam, że Głusi są hermetyczni. Ale zastanowiło mnie to, że większość ludzi nigdy nie przyznawała mi w tej materii racji. Zaczęłam więc czytać literaturę na temat Głuchych, przeczytałam "Maskę dobroczynności" Harlana Lane'a, przeczytałam "Zobaczyć głos" Oliviera Sacks'a. Zaczęłam rozmawiać z Głuchymi.  Zaczęłam również czytać historię o Głuchych działaczach. Przede wszystkim zaczęłam poznawać ich język. I uwierz mi drogi późnoogłuchły - zrozumiałam jak bardzo się myliłam. A Głusi? Mimo, że kiedyś tak niepochlebnie się wypowiadałam o nich - wybaczyli, zrozumieli, chętnie uczą mnie Polskiego Języka Migowego i zawsze serdecznie mnie witają w swoim świecie. Czuję emanującą od nich wyłącznie pozytywną energię.

Po prostu otwórz swój umysł, otwórz swoje serce a świat Głuchych stanie przed Tobą otworem. Przekonaj się. I przede wszystkim odrzuć te wszystkie mity, krzywdzące stereotypy jakie krążą na temat tej społeczności.

maja 28, 2018

maja 28, 2018

Kręcisz filmy, vlogujesz? Wstawiaj napisy. Dlaczego?

Kręcisz filmy, vlogujesz? Wstawiaj napisy. Dlaczego?

maja 23, 2018

maja 23, 2018

Ale szok! Uczę się Polskiego Języka Migowego! I dlaczego!

Ale szok! Uczę się Polskiego Języka Migowego! I dlaczego!

Kochani, wiecie co? Poczułam się już bardzo zmęczona nagrywaniem filmów z głosem... Robiłam to wyłącznie z myślą o osobach słyszących z zamiarem uświadamiania ich o tym jaki jest świat ciszy, jakie są problemy g/Głuchych, niedosłyszących i implantowanych. Chciałam ćwiczyć mowę, aby była lepsza, ale... szczerze mówiąc, odechciało mi się już :) Bliższy mojemu sercu jest świat ciszy. Zamiast ćwiczyć mowę, wolę poznawać Polski Język Migowy, wolę spożytkować swoją energię na naukę tego pięknego języka.

Na kanale Luszka Szokker chcę pokazać Wam jak uczę się Polskiego Języka Migowego, jak pracuję nad tym, jakie popełniam błędy językowe, więc czasem będzie zabawnie, bo nierzadko mi się mylą różne słowa w języku migowym :) Z tego powodu na moim kanale nie zawsze będą napisy, bo to nie jest kurs PJM, nie chcę, aby ktoś przyswajał moje błędy językowe ;) Filmiki będą stanowiły coś w rodzaju moich monologów, gadania skierowanego do z osób potrafiących i chcących migać :)

A Wy Głusi? Poprawiajcie mnie :) Przyjmę na klatę każdą Waszą mądrą krytykę, bo tylko mądra krytyka sprawi, że będę się rozwijała, że będę lepiej migała.

Ten kanał dedykuję w szczególności tym osobom, które twierdzą, że Głusi są hermetycznym społeczeństwem. Ja tak nie uważam. Z moich doświadczeń, a także z doświadczeń wielu moich znajomych wynika, że Głusi są otwartymi, serdecznymi, fantastycznymi ludźmi. Aby ich lepiej poznać, aby ich zrozumieć należy CHCIEĆ poznać ich język, wejść w ich świat, a nie rozpowszechniać w sieci na ich temat same oszczerstwa tylko dlatego, że nie udało się nawiązać bliskich relacji.

FAQ dotyczący kanału Luszka Szokker  znajdziecie tutaj. I pamiętajcie, nie traktujcie mojego kanału jako lekcji do nauki, ale formę luzackiego vloga osoby, która poprzez naukę migania usiłuje Wam przekazać różne ciekawostki ze swego artystycznego życia :) 
 

i Viva la vida, amigos!


maja 18, 2018

maja 18, 2018

Tatuaż zmywalny z obrażoną laleczką Kokeshi i odrobina wspomnień z dzieciństwa :)

Tatuaż zmywalny z obrażoną laleczką Kokeshi i odrobina wspomnień z dzieciństwa :)
 

Tatuaż zmywalny z laleczką Kokeshi, która najwyraźniej ma obrażoną minę to najnowsze zamówienie jednej z moich koleżanek - wielbicielki wszystkiego, co związane z kulturą japońską. Do tatuażu miały też być wykonane japońskie krzaczki, lecz odmówiłam ich namalowania, gdyż nie znam się na kaligrafii japońskiej, obawiałam się, że przez brak znajomości kaligrafowania mogę coś sknocić i zamiast japońskich liter zamieszczę coś co Japończykom w ogóle nie będzie kojarzyło z ich pismem ;) Po prostu nie tworzę napisów w językach, których nie znam :)

Tak nawiasem mówiąc, tatuaże zmywalne to bardzo fajna sprawa. Odkryłam, że są dobre dla tych osób, które boją się bólu podczas kreowania tych "stałych" tatuaży, lub nie mogą mieć ich ze względów zdrowotnych, np. alergia, choroby skóry. Ktoś nawet mi powiedział, że zmywalne tatuaże są świetne dla tych osób, które szybko się nudzą i dzięki możliwości umieszczania na swej skórze zmywalnych tatuaży mogą bardzo często zmieniać swój wizerunek :D

Laleczki Kokeshi. Co to takiego?


Wróćmy do motywu laleczek Kokeshi... Tak nawiasem mówiąc, laleczki Kokeshi to tradycyjne japońskie lalki, z reguły tworzone są od ponad 200 lat z drewna. Wywodzą się z północnego regionu Japonii - Tohoku. Jk twierdzi moja kolażanka - owe laleczki stanowią m. in. symbol młodości i dziewczęcego piękna, według wierzeń mają zapewniać przychylność bogów. Bardzo ciekawie i znacznie obszerniej o laleczkach Kokeshi pisze na stronie kanzashi.pl.

Kokeshi... Moja słabość.


Przyznam, że i ja mam słabość do laleczek Kokeshi. Ich widok przywołuje we mnie wspomnienia z dzieciństwa. Wieki temu, kiedy jeszcze uczęszczałam do podstawówki, w szkole z okazji Dnia Dziecka zorganizowano coś w rodzaju loterii, na której każdy kładł jakieś fanty, nie musiały to być nowe rzeczy, mogły to być  używane drobiazgi, książki, jakieś zabawki, które się znudziły itp. I właśnie na tej loterii wygrałam czerwony sznur korali składający się z paciorków w kształcie maciupeńkich laleczek Kokeshi. Niestety długo nie nacieszyłam się tymi koralami, ktoś mi je ukradł z plecaka, który zostawiłam w szatni na czas trwania wf-u... Już nigdy nie udało mi się zdobyć takich równie cudownych, unikatowych korali, ale trwam w swoich poszukiwaniach :)



maja 10, 2018

maja 10, 2018

T-shirt z portretem kobiety z moich homoseksualnych snów ;)

T-shirt z portretem kobiety z moich homoseksualnych snów ;)
 
Któż nie uwielbia T-shirtów z unikatowymi nadrukami? Chyba każdy lubi czuć się wyjątkowy, przyznajcie się :) Ja nie ukrywam, że posiadam w sobie taki próżny pierwiastek, nie znoszę bowiem nosić czegoś, co "mają wszyscy" :) Dlatego rzadko mnie rajcuje kupowanie ciuchów w firmowych sklepach, wolę kreować własne ;) No... Wyjątek jednak stanowią ciuchy hiszpańskiej marki Desigual... ale o tym będzie mowa w innym wątku ;)

 
 

T-shirt z własną grafiką

Lato tuż, tuż, więc moja twórcza główka pracuje, a ręce to i owo kreują, więc dziś pokażę Wam jak tanim i jakże banalnym sposobem nadaję białym T-shirtom nowy wygląd. Koszt całkowity takiej kreatywnej operacji to około 21 zł ( 10zł T-shirt marki Fruit of The Loom, może być też Stedman; 10-11 zł czarny pisak ubóstwianej przeze mnie marki Sharpie, do kupienia w Empiku). Jeśli ktoś uznaje, że nie ma talentu do rysowania na tkaninie - zawsze może się poratować nadrukiem przy pomocy papieru termotransferowego, ja wybieram zawsze pisaki, bo to o wiele tańsza opcja.

  

 Jak wiadomo, grafika na dzisiejszym T-shircie to kolejny kobiecy portret z brwiami wystylizowanymi na brwi mojej ukochanej Fridy, która - tak nawiasem mówiąc - pojawia się nie tylko w mojej twórczości, ale także często gości w moich snach :) I sobie wyobraźcie, że w moich snach kobieta o twarzy Fridy jest moją kochanką. W tym życiu jestem hetero, mam męża, z kobitami nie eksperymentowałam, ale w moim sennym świecie miewam już naprawdę różne orientacje seksualne. Ciekawe, co? ;) Ten wątek też rozwinę na tym blogu, ale w innym kontekście ;)

  

... jeszcze tylko słów kilka o pisakach Sharpie

Wróćmy do wspomnianych markerów do tkanin... Niektórzy już zdążyli zauważyć, że na temat markerów Sharpie na tym blogu piszę niemal hymny pochwalne. Cóż, marce Sharpie jestem wierna od lat, odkąd odkryłam niezawodność tych pisaków. Nie znam innych pisaków o takiej pędzelkowej końcówce, która nie wysycha podczas malowania po bawełnie. Markery do tkanin innych marek wielce mnie rozczarowały, nazw wymieniać nie będę, szkoda czasu. O wiele przyjemniej mi się pisze o pozytywach ;)

T-shirty kreujcie! Wyjątkowi się czujcie!
i Viva la vida, amigos!

maja 07, 2018

maja 07, 2018

Podróże książkowe. Poszukiwanie twórczych inspiracji.

Podróże książkowe. Poszukiwanie twórczych inspiracji.


Na brak weny najlepsze są podróże!

Wśród znajomych znana jestem z tego, że tworzę by żyć i żyję by tworzyć, najchętniej ciągle coś bym kreowała, szał tworzenia to stan, który rzadko mnie opuszcza, ale niestety, nawet taką osobę jak ja nawiedza czasem twórcza posucha... Brak weny twórczej bardzo negatywnie wpływa na moje psychiczne samopoczucie. Jednak nauczyłam się sobie z takimi nietwórczymi fazami radzić ;) Po prostu wyruszam w podróże mające na celu odnalezienie kolejnych inspirujących źródeł.

Podróż po Cmentarzu Zapomnianych Książek

I w poszukiwaniu twórczych inspiracji wcale nie muszę się udawać w dalekie podróże do egzotycznych krajów. Inspiracje z powodzeniem odnajduję nie tylko w sztuce i osobowości Fridy Kahlo i Modiglianiego, ale także w powieściach, na stronicach książek, które skradły moje serce. W ostatnich latach niewyczerpane źródło inspiracji stanowi dla mnie Cmentarz Zapomnianych Książek, czyli cykl powieści Zafóna. 

Między akapitami pasjonujących perypetii Daniela Sempere i jego przyjaciela Fermina Romero de Torres odnajduję barwne opisy mieszkalnych wnętrz, przedmiotów, obrazów, a nawet strojów które stają się inspiracją do malowania, do tworzenia rękodzieła, ba! nawet stylizowania mebli na a la vintage

Tak nawiasem mówiąc, każdy kto uwielbia powieści pełne zagadek, mroczne tajemnice, wielowątkowe intrygi ze szczyptą magii, odnajdzie to wszystko właśnie na Cmentarzu Zapomnianych Książek, czyli w serii, na którą składa się "Cień Wiatru", "Więzień nieba", "Gra Anioła" i "Labirynt duchów". Sukces tej powieściowej serii Zafóna stał się światowym bestsellererem dzięki temu, że czytelnik wkracza nie tylko w świat, w którym zaciera się granica pomiędzy fikcją a fabularną rzeczywistością,  ale też poznaje uniwersalne prawdy o życiu, miłości, realizowaniu marzeń i prawdziwej przyjaźni.


Na zdjęciach możecie zauważyć fioletowe kolczyki w kształcie gołębia. To taki mój handmade'owy drobiazg, który jest owocem mojej inspiracji jednym z zafónowskich opisów barcelońskiego Wzgórza Montjuic, zwanego też Żydowskim Wzgórzem, gdzie okrutnie więziony był Fermin Romero de Torres.

A poniżej przedstawiam Wam wyobrażenie matki głównego bohatera - Isabelli Sempere. Jej portret, w powiększonym formacie zagości w sypialni jednej z miłośniczek twórczości Zafóna :)


Copyright © 2016 Luszka Szokker + E=mc2 , Blogger