lipca 21, 2017

lipca 21, 2017

Ekologiczni hipokryci to my wszyscy



W ostatnich czasach wszystko to, co zawiera w sobie szczyptę eko i jest zaklasyfikowane do kategorii zdrowej żywności jest trendy. Nie da się zaprzeczyć, że ochrona środowiska, ochrona praw zwierząt, zdrowe żywienie w obecnych czasach powinno być już nie trendem, lecz koniecznością.

Jednak nie o tym chcę pisać, lecz o pewnym gatunku osobników, których nazywam gatunkiem Upierdliwych Ekologicznych Hipokrytów. Swoim nieustannym wygłaszaniem referatów na temat ekologii i zdrowego odżywiania potrafią niejednemu człowiekowi zatruć życie - czasem nawet bardziej niż wieś-burger czy nieświeża szynka na kanapce...


Po czym poznać takiego Upierdliwego Ekologicznego Hipokrytę? Taki osobnik nie przepuści okazji, by nie wygłosić swoich tyrad w tematach eko.
Zobaczy Cię w markecie z siatką ziemniaków - z jego ust od razu leci wykład jakie te kartofle są trujące, nasączone chemią! Najlepsze są wyłącznie jego własne warzywa wyhodowane na działeczce. Na temat zdrowego odżywiania ów osobnik wie o wiele więcej niż niejeden dietetyk światowej sławy. Zobaczy Cię chrupiącego batona - leci litania, iż najlepsze są batony domowej roboty i musisz sobie zorganizować czas na produkcję domowych snickersów! Leczenie naturą to też domena takiego osobnika. Na temat ziół ów osobnik mógłby pisać grube księgi, grubsze niż te księdza Klimuszki...
W tym wszystkim jednak taki osobnik zawsze ignoruje fakt, że swoje warzywka hoduje w przydomowym ogródku znajdującym się w pobliżu ruchliwej ulicy zanurzonej w oparach spalin, które przy silnym wietrze przy okazji obficie zraszają i jego "ekologiczną" działeczkę. Na talerzu owego osobnika nierzadko leżą produkty, które trudno nazwać zdrową żywnością - na patelniach gości mięcho z hodowli, gdzie zwierzęta zazwyczaj faszeruje się kij wie jakimi prochami, mięcho zaś smażone jest w głębokiej patelni w odmętach przypalonego tłuszczu. Osobnik uwielbia cukierki, co z tego, że zawierają one tłuszcze trans, jakieś konserwanty, aromaty i E-dodatki zupełnie tak samo jak ów baton, za którego wcinanie osobnik Cię ochrzanił.
Tacy ekologiczni hipokryci zazwyczaj - po wygłoszeniu swego wykładu na temat życia w duchu eko i konieczności oddychania zdrowym powietrzem - udają się cichaczem w ustronne miejsce, by móc skrycie delektować się aromatem... papierosa. Nie trzeba być Rutkowskim, by to odkryć, wszak odzież i mieszkanie takiego osobnika wręcz przesiąknięte jest zapachem nikotyny...


Mogłabym traktować z przymrużeniem oka poczynania takiego osobnika, ale bywa to naprawdę trudne, jeśli ma się w kręgu swoich znajomych takiego Upierdliwego Ekologicznego Hipokrytę. Mam... a raczej miałam znajomą, która szukała byle okazji, by móc się popisać swoimi eko-tyradami. Przez ostatnie kilka miesięcy, odnosiłam wrażenie, że wręcz polowała na jakieś moje nowe zdjęcie na Fejsie lub Instagramie, szczególnie takie z pełnym makijażem na mej facjacie - od razu pukała do mnie z litanią na temat wysokiej szkodliwości kosmetyków do robienia makijażu. Co ciekawe, nigdy nawet nie zapytała jakich kosmetyków używam :) Zobaczyła jak wcinam loda w Lenkiewiczu - od razu poleciał tekst, że jak jeść lody to te domowej roboty. Obraziła się na dobre, gdy powiedziałam jej, że nie potrafię tak jak ona dobrze zrobić loda i wypomniałam, że pali jak stary komin, a palenie ma znacznie gorszy wpływ na jej własną cerę oraz zdrowie jej dzieci niż mój makijaż. Do dziś jednak się zastanawiam czy obraziła się o te papierosy czy o tego loda :P

Wiecie... Chociaż eko sprawy mnie rajcują to jednak nie mogę powiedzieć, że jestem taką 100% ekomaniaczką. Jest dość trudne zostać takim 100% ekomaniakiem żyjąc w mieście... Za życiem na wsi niespecjalnie tęsknię. Rowerem po mieście nie śmigam, lecz samochodem... I chociaż staram się odżywiać zdrowo to zdarza mi się czasem ulec pokusie wrzucenia na ząb czegoś niezbyt zdrowego z dodatkiem kolorowych chemikaliów E-cośtam.
Poza tym jestem alergikiem i niestety - nie zawsze to, co ekologiczne i czysto naturalne jest dla mnie najmniej alergizujące. Ostatnio dostałam straszną alergię na dezodorant typu roll-on marki Lavera mimo, że posiada on certyfikat BIO, jest w 100% naturalny i wegański. Po prostu mam uczulenie na wyciągi z dzikiej róży. Ów dezodorant za to z powodzeniem posłużył mojej córce.
Tak więc, niekiedy bywa, że muszę sięgać po kosmetyki hipoalergiczne, głównie są to kremy z aptecznych półek, które ze względu na swój skład nie mogą być uznane za eko. Nie ukrywam, że mam swoich kosmetycznych ulubieńców także wśród kosmetyków nie-eko, ale jednak zawsze są to kosmetyki z etykietą oznaczającą, że produkt nie był testowany na zwierzętach, nie zawierają też parabenów.

Na szczęście - w przeciwieństwie do kremów i dezodorantów - rzadko uczulają mnie szampony i odżywki na bazie naturalnych składników (wyjątek jednak stanowią produkty zawierające pokrzywę, ekstrakty cytrusowe i wyżej wspomniany wyciąg z dzikiej róży), więc mogę sobie pozwolić na rozpieszczanie włosów tego typu produktami.
Żyję jak żyję. Staram się być eko, różnie mi to wychodzi, ale nie przynudzam ludziom przy byle okazji, że baton, który akurat wcinają jest chemicznym kawałkiem pseudoczekolady a kanapka z pomidorem to kanapka z warzywem z Czarnobyla. Gdy widzę, że ktoś lubi jakieś "parabenowe" produkty - nie zalewam go potokiem słów na temat parabenów. W mediach tyle się trąbi o parabenach, że naprawdę nie sposób, by ktoś o tym nie wiedział. Można komuś wspomnieć o tym w trakcie luźnej rozmowy, ale nie w formie wiecznych wykładów... Ludzie rzadko słuchają porad, o które nie prosili. A już w ogóle nie słuchają, gdy ktoś przynudza poradami, których sam nie stosuje...
Ekologiczni hipokryci to większość nas. Każdy ma na swoim koncie jakieś ekologiczne grzechy, ja również, a określam się ekomaniaczką - to dopiero szczyt hipokryzji, co? :) Nie bądźmy jednak upierdliwi. Zanim zaczniemy krytykować kogoś za jakieś nie-eko zachowania, zastanówmy się najpierw czy my sami rzeczywiście jesteśmy tacy czysto eko ;)

Żyjmy i dajmy innym żyć! :)

1 komentarz:

  1. Luszka dobrze napisane. polać Ci! żyjemy w takich czasach że żyjąc w mieście naprawdę trudno być na 100% ekomaniakiem. na 100% ekologiczne to są chyba tylko te plemiona co żyją w puszczy amazoni. Dewizkę "żyj i daj żyć innym" to mogę wydrukować i podarować wielu ludziom :/ ludzie strasznie lubia wymądrzać się na temat cudzego życia. kochają morały. szkoda że nie przyglądają się sobie

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Luszka & Mocna Cisza , Blogger