września 12, 2017

września 12, 2017

Moje ciało, moja sprawa. Coś o dietetycznych trucicielkach.

W ostatnich tygodniach ku mojej wielkiej radości przytyło mi się 6 kilogramów. Tak: radości! Nie przejęzyczyłam się :) Przy wzroście 164 cm ważę 66 kilo. Według dietetyków i tabeli BMI to jest jeszcze waga mieszcząca się w granicach normy. Natomiast wiele pań - szczególnie tych wiecznie liczących kalorie i szukających pod mikroskopem tłuszczu - twierdzi, że mam straszną nadwagę. Cóż, te 66 kilogramów to moja magiczna waga. Nie mogę ważyć ani więcej, ale też ani grama mniej, bo właśnie tylko przy tej wadze dobrze się czuję, ale i też korzystniej wyglądam - przynajmniej dla samej siebie. A dla mnie ważniejsze jest to, że podobam się sobie. Opinia żmij wysuszonych dietami mnie nie interesuje. A już najmniej mnie interesuje to, co szepczą za moimi plecami nieszczęśliwe facetki, u których podstawę diety stanowi liść sałaty i plaster ogórka, przy takiej diecie naprawdę trudno cieszyć się urokami życia i być szczęśliwym, a jeszcze trudniej o zdrowe zmysły.


Podkreślić muszę, że zauważyłam, iż kobiety, które z natury są bardzo szczuplutkie - nie czepiają się u innych nadwagi czy paru nadprogramowych kilogramów tak jak czynią to laski obsesyjnie liczące kalorie ;) Stąd wniosek, że prawdą są słowa Nieidealnej Anny (jednej z moich ulubionych blogerek, zajrzyjcie koniecznie na jej bloga!), że niektórych ludzi w innych najbardziej drażni to czego nie akceptują u samych siebie.

Z moją wagą, jak to u większości kobiet bywało i bywa różnie. Diet nie lubię, (gotować zresztą też nie, ale jeść za to kocham!), więc jeśli czasem wyglądam chudo to oznaka, że albo mam nadczynność tarczycy ze stresu, albo ze zmartwienia nie mam apetytu. Gdy moja waga oscyluje poniżej 60-tki, zawsze dużo gorzej wyglądam - zapadają mi się wówczas policzki, uwydatnia się moja kichawa, wyostrzają się rysy mojej twarzy. Wyglądam wtedy jak wiecznie wkurzona wiedźma. Więcej zaś nie mogę ważyć, bo mój organizm, a w szczególności kręgosłup bardzo źle reaguje na kilogramowe nadwyżki. 

Do czego zmierzam? Że najważniejsze jest to, by polubić siebie samego, każdy powinien trzymać się takiej wagi, w której dobrze się czuje zarówno fizycznie jak i psychicznie, a zatem nie musi być to rozmiar mikro-S, ale też nie rozmiar w stylu matki Gilberta Grape'a. Nie musi to też być rozmiar narzucany przez koleżanki z pracy.

Znam wiele kobiet noszących rozmiar XL i nawet XXL, a są o wiele bardziej wysportowane, zdrowiej wyglądają niż niejedna wysuszona głodówkowymi dietami XS'ka, są też o wiele szczęśliwsze!
Doskonale jednak rozumiem, że są panie, które odczuwają potrzebę zrzucenia wagi, bo źle się czują z nadprogramowymi kilogramami, ale niech nie zatruwają życia innym swoim wiecznym gadaniem o konieczności liczenia kalorii. Owszem, można rzucić wzmiankę o tym, że jest się na diecie, żeby ciocia czy babcia nie podsuwała pod nos kuszących drożdżówek, ale też nie można czynić z diety, wyglądu, liczników kalorii tematu numer jeden, który przesłania inne, ważniejsze sprawy..


Tak, więc Droga Dietoholiczko, to, że Ty jesteś na diecie - to super, ale to nie znaczy, że musisz wiecznie udzielać porad dietetycznych tym którzy o to nie prosili i wręcz unikają takich tematów. Nie każdy jest dietoholikiem, a Ty nie bądź dietetyczną trucicielką.

I wiecie co.... Nie każda kobieta, która zrzuciła wagę wygląda w moich oczach korzystnie w rozmiarze XS. Znam takie, którym naprawdę było lepiej w rozmiarze M czy nawet XL, ale z grzeczności im tego nie powiem :) Bo po co? Bo mają się podobać sobie w wersji mikro, a nie mnie :)
























2 komentarze:

  1. Dietetyczne trucicielki!!!! dobrze powiedziane! mam w pracy u mnie takie dwie co tylko patrzą co ja jem żeby mi policzyć kalorie!!! oszaleć można. Jak przytyłam po urlopie raptem 2 kilogramy to od razu poleciały teksty że w ciąży jestem. Takie są kobiety. Kobieta kobiecie wilkiem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie "trucicielki" są wszędzie niestety. Nie tylko trują w sprawach diety. Trują i w innych aspektach. to są kobiety nie mające własnego życia i własnego poczucia wartości skoro najwyraźniej lepiej się czują robiąc "dowalanki" innym

    OdpowiedzUsuń