stycznia 17, 2018

stycznia 17, 2018

Rodzice słyszący i dzieci niedosłyszące. Błędy rodziców. I o tym, że warto nauczyć dziecko PJM.

Sama jestem niesłysząca. Słuch straciłam z nieznanych przyczyn będąc dzieckiem nie mającym jeszcze dwóch wiosen. Dzięki temu, że zachowały się marne resztki słuchowe mogłam jeszcze skorzystać z aparatów słuchowych i być poddana rehabilitacji logopedycznej, dzięki czemu mówię. Chociaż - biorąc pod uwagę mój niewyparzony język - dla niektórych ludzi właśnie na ich nieszczęście nauczyłam się mówić :P Jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom za to, że nie trzymali mnie pod kloszem. Nie chronili mnie przed światem, pozwalali popełniać wiele błędów, bo ucząc się na nich mogłam stać się nie tylko samodzielnym, ale i odpowiedzialnym człowiekiem.

Obserwując swoich znajomych, zauważyłam, że Głusi, którzy uczęszczali do szkół dla głuchych, bądź mają rodziców Głuchych w większości życiowo są zdecydowanie bardziej samodzielni niż niektóre (podkreślam, że niektóre, czyli nie wszystkie) osoby niedosłyszące, które kształciły się w szkołach masowych czy integracyjnych. Na myśli szczególnie mam takie osoby niedosłyszące, którym aparaty słuchowe przynoszą średnie, bądź znikome korzyści, przy tym kiepsko odczytują mowę z ust i nie migają i jednocześnie nie kwalifikują się do operacji wszczepienia implantu ślimakowego (mitem jest twierdzenie, że każdy się kwalifikuje do takiej operacji).

Pomyślcie. Osoba niedosłysząca (nie Głucha!) nosi aparat słuchowy, ale i tak kiepsko w nim słyszy, niewiele rozumie co się do niej mówi. Uściślę - taka osoba niedosłysząca może słyszeć dźwięki mowy, ale owe dźwięki są dla niej bardzo niewyraźne (mimo aparatu słuchowego słyszy jakby miała watę lub wodę w uchu), zatem nie jest w stanie "wychwycić" prawidłowo dźwięków mowy. Z ust nie potrafi odczytywać (niestety, nie każdy ma taki talent do odczytywania mowy z ust), słabo nawet rozumie, co do niej mówią rodzice, a co dopiero osoby obce. To jest po prostu kalectwo społeczne - nie móc w pełni porozumieć się ani ze słyszącymi, ani z innymi niedosłyszącymi, ani Głuchymi.

Dla takiej osoby niedosłyszącej najlepszym rozwiązaniem byłaby nauka Polskiego Języka Migowego, aby mogła wykorzystać swoje sprawne oczy do swobodnej komunikacji z otoczeniem. Pada zatem pytanie, dlaczego więc taki niedosłyszak nie miga?

Za taki stan rzeczy winą należy jednak obarczać wyłącznie rodziców czy opiekunów prawnych dzieci niedosłyszących, bo to oni swą niewłaściwą postawą wychowawczą doprowadzają do tego, że dziecko niedosłyszące wyrasta na człowieka, którego trzeba prowadzić za rękę przez całe jego życie. Powiedzmy otwarcie - to oni czynią z własnego dziecka społeczną kalekę.

Dlaczego? Bo pragną je uchronić przed złem całego świata. Bo nie chcą, aby ich dziecko nauczyło się migać. Uważają, że porozumiewanie się Polskim Językiem Migowym jest porażką. A to wierutna bzdura! Porażką jest właśnie trzymanie niedosłyszaka pod kloszem, wyręczanie go we wszystkim, bo "biedaczek nie słyszy", odcinanie go od niesłyszących, żeby tylko nie "złapał" języka migowego.

Są i tacy rodzice, którzy też uważają, że skoro słyszą to "wiedzą lepiej", organizują swojemu dziecku życie nawet wtedy kiedy ono już dorośnie. Najchętniej nawet wybraliby swej latorośli partnera. Najlepiej słyszącego. Żeby broń Boże nie był niedosłyszący tak jak ono! A już broń Boże żeby tylko nie był Głuchy, bo przyniesie wstyd rodzinie! A tymczasem wstydem jest taki negatywny stosunek wobec Polskiego Języka Migowego (PJM), Głuchych i niedosłyszących, którzy wybrali porozumiewanie się PJM-em.

Drogi Rodzicu, masz dziecko niedosłyszące? Widzisz, że dziecku aparat słuchowy niezbyt pomaga w porozumiewaniu się? Widzisz, że dziecko fatalnie odczytuje mowę z ust? A może nawet wcale nie odczytuje tylko udaje? Warto pozwolić dziecku opanować Polski Język Migowy. Zapewniam, że PJM to język o bogatym słownictwie, dzięki PJM Twoje dziecko usamodzielni się, będzie miało lepszy kontakt z ludźmi. Twoje dziecko udając słyszącego będzie niesamodzielne i nigdy nie będzie szczęśliwe, będzie dorastało sfrustrowane tym, że nie może w pełni porozumieć się z otoczeniem.

Drogi Rodzicu? Wątpisz w to, co piszę? Porozmawiaj zatem z psychologiem, który pracuje z dziećmi nie(do)słyszącymi. Nie z takim psychologiem, który dzieci nie(do)słyszące widział tylko na jakimś zdjęciu w starej gazecie. Nie z takim psychologiem, który tylko przypadkowo widuje niedosłyszących. To musi być taki psycholog, który naprawdę zna społeczność niesłyszących od poszewki, który pracuje z takimi dziećmi. Są tacy psychologowie - zarówno słyszący, niedosłyszący jak i Głusi. W Polsce jest ich niewielu, lecz znam takich i uważam ich za prawdziwych profesjonalistów, ich podopieczni wyrastają na inteligentnych, samodzielnych, bardzo wartościowych ludzi.

Ptak trzymany w klatce, nigdy nie nauczy się latać...

Przemyśl to, drogi Rodzicu. Uwierz w swoje dziecko. Pozwól mu wzbić się w przestworza. Ono naprawdę posiada w sobie moc, to Ty nie pozwalasz mu ujawnić tych mocy.

 

29 komentarzy:

  1. U mnie do liceum chodziła taka dziewczyna co nie słyszała. Miała aparaty słuchowe ale chyba nie rozumiała co się mówi i dlatego jej dali nauczanie indywidualne. Szkoda nam jej było bo koleżanek nie miała wszędzie mama z nią chodziła. Wszyscy mówliliśmy że ona to już lepsze życie by miała jakby ona z głuchymi chodziła do szkoły bo by z rówieśnikami sobie migała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Werko, wyobraź sobie, że też znam taką osobę, która uczęszczała do liceum integracyjnego, również miała indywidualny tok nauczania. Nadopiekuńczość jej mamy, słabe rozumienie ze słuchu i nieznajomość PJM sprawiło, że osoba ta nie potrafi już nawiązać bliższych relacji ani ze słyszącymi, ani z nie(do)słyszącymi. To jest życiowy dramat. Zapewne takich osób jest wiele, lecz ich kalectwo społeczne stanowi temat tabu.

      Usuń
  2. Jestem mamą dziecka, które ze względu na niepełnosprawność (ale nie słuchową) chodzi do klasy integracyjnej. W klasie są dzieci z wadą słuchu i właśnie jedno z tych dzieci ma niedosłuch, nosi aparat słuchowy, to dziecko prawie wcale nie rozumie co do niego mówią inne dzieci. To jest smutne, bo dzieci słyszące nie znają migowego, to niedosłyszące też nie zna migowego i tak sobie tylko pokazują na znaki, bo to nie jest prawdziwy język migowy. I to dziecko jest bardzo samotne. A pozostałe dzieci znają język migowy to bawią się ze sobą i rozmawiają, wyglądają na szczęśliwsze. Dziwi mnie nie tylko to że rodzice nic z tym nie robią i dziwi w tym brak reakcji szkoły. Ten temat mnie zainteresował bo coraz częściej spotykam niesłyszących. Zaczyna mnie ciekawić ich życie. Bardzo dobra jest ta strona Mocna Cisza. życzę aby taka treść trafiła do rodziców którzy tak ograniczają swoje dzieci. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoły i klasy integracyjne w mojej opinii są dobre tylko dla tych dzieci niedosłyszących, którym aparaty słuchowe przynoszą jakąś korzyść, które w miarę wyraźnie mówią i są w stanie z ust odczytać minimum 70% słów. I nie oszukujmy się - jeśli dziecko będzie bardzo niewyraźnie mówiło, tak, że rówieśnicy go nie będą w stanie zrozumieć, bądź z wielkim trudem będą je rozumieć - o wiele lepiej dla tego dziecka, aby dorastało wśród "swoich", bez stresu, bez uczucia osamotnienia, bo przecież szkoła to nie tylko edukacja, ale także budowanie więzi międzyludzkich. Cóż to za życie jeśli nie ma się kontaktu z rówieśnikami? Szkoły, poradnie tak naprawdę ignorują ten problem, a nie należy on do rzadkich. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Moja młodsza siostra ma 13lat i nie słyszy ma aparaty słuchowe. Rodzice zrobili z niej wrednego bahora.Na wszystko jej pozwalają bo ona biedna upośledzona i ona zaczęła to wykorzystywac. płacze i się drze jak coś chce. Nic nie umie sama zrobić nawet zadania domowe na polski matka jej pisze i wszyscy to wiedzą bo siostra pisać poprawnie nawet nie umie. Ja nie wiem jak ona będzie sama życ jak będzie dorosła bo właśnie tez nie rozumie ze słuchu mowy bo aparat jej nie pomaga, i też nie miga. Ja jestem załamana. Rodzice mnie mają w dupie bo wszystko robią dla tej biednej upośledzonej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O takie zachowanie siostry - czyli "branie na litość" - pretensje mieć można wyłącznie do rodziców. To oni tak ją ukształtowali. Nie jest jednak jeszcze za późno, aby to zmienić. Może porozmawiasz o tym problemie z kimś komu ufasz i kto mógłby jakoś pomóc? Np. pedagog szkolny? Psycholog szkolny? Ewentualnie ktoś z rodziny, bo nie wierzę, aby osoby postronne nie dostrzegały takiego problemu. Pozdrawiam serdecznie, trzymaj się :)

      Usuń
  4. Mądry wpis i piękne zdjęcia dzieci :) Nie wiedziałam, że fotografujesz Luszko :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, Dominiko :) Fotografuję raczej hobbystycznie, ostatnio jednak brakuje mi weny do focenia ;)

      Usuń
  5. Był tutaj komentarz, który anonimowa autorka już usunęła - szkoda, ale mimo to odpowiem na ów komentarz. Anonimowa autorka zarzuciła mi, że nie wspominam o dzieciach z implantami, którą uczą się mówić i słyszeć - owszem nie wspominam o nich, bo tekst nie dotyczy rozwoju mowy u dzieci, lecz braku rozumienia mowy innych. Nie mylcie mowy dziecka z rozumieniem mowy. Celowo też nie piszę o dzieciach implantowanych, piszę wyłącznie o dzieciach z niedosłuchem, a warto wiedzieć, że u niektórych osób istnieją przeciwskazania do wszczepienia implantów ślimakowych.
    W sprawie implantów polecam ciekawy artykuł, ale już nie mojego autorstwa, lecz Magdaleny śpiewak, tutaj: http://dziewczynazobrazka.pl/implant-slimakowy-to-sciema/
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzdura,ja pisałam ten komentarz i nie został on usunięty przeze mnie 🙂. Czy dzieci implantowane to nie dzieci z niedosłuchem? Bo moja implantowane córka cierpi właśnie na głęboki niedosłuch ...

      Usuń
    2. A i nie mylę rozwoju mowy z jej rozumieniem, właśnie po to ciężko pracuję z moim dzieckiem podczas rehabilitacji. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Droga A. mój komentarz nie dotyczy Ciebie, ale osoby anonimowej ;) Ty taka anonimowa nie jesteś i zresztą co innego pisałaś - czytać ze zrozumieniem potrafię :)

      Usuń
    4. Droga A. i sprostowanie - Twój komentarz nie został usunięty. Nie został opublikowany przez system weryfikacji. Nie wiem dlaczego uznany został za SPAM, ale wyświetlił się u mnie w powiadomieniach. Twojego komentarza na pewno nie pomyliłam z wypowiedzią anonima ;) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    5. Luszka..... mojego komentarza też nie chciało opublikować. Trzy razy weryfikacji obrazkowej nie mogłam przejść ;)

      Usuń
    6. Właśnie ta weryfikacja obrazkowa jest irytująca :/ Nie powinna się włączać, bo tak jest w moich ustawieniach. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, więc będę musiała zainstalować Disqussa, żeby wszystkie komentarze bez problemu były wpisywane i publikowane. Platforma blogger ma tą wadę, że pojawiają się często hocki-klocki z publikacją komentarzy :(

      Usuń
    7. Luszko, Disquss to dobry pomysł. Na mojej stronie na platformie bloggera też były kłopoty z komentarzami i weryfikacją. Oni mają dziwne ustawienia antyspamowe.

      Usuń
  6. Luszko czy jesteś przeciwnikiem implantów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, a czy jakiś wpis na mojej stronie sugeruje, abym była przeciwnikiem? ;)
      Nie, nie jestem przeciwnikiem implantów ślimakowych :)
      Jestem jedynie przeciwnikiem wywierania presji na osobach niedosłyszących i głuchych, aby poddały się wszczepieniu implantów. Wszczepienie implantu powinno być osobistą decyzją, nie może to być operacja przeprowadzona pod czyimś przymusem, czy szantażem.
      Nadmienię, że irytuje mnie zarówno presja wywierana w kwestii implantowania jak i nieimplantowania.
      Wszystko jasne? :) W razie pytań czy kolejnych wątpliwości - pisz śmiało :)

      Usuń
  7. Brawo,brawo, brawo!!!! swietny artykuł, dotyka sedna sprawy, bardzo potrzebny, mylimy naukę mowy, slyszenie w aparatach, badz implantach z funkcjonowaniem w języku. Od aparatowania dziecka(implantowania)do swobodnego funkcjonowania w języku droga bardzo daleka, katorżnicza praca, efekty nie zawsze zadawalające. Nie każde dziecko osiagnie etap swobodnego porozumiewania się. To sa raczej wyjatki, wiekszośc przez wiele lat jest obok, a czas ucieka, szkoda tych lat, szkoda czasu, by ograniczać dziecku dostęp do informacji, do radości, jaką daje rozmowa z kolegami. To wpływa na jego psychikę. Dwujęzyczność, dwutorowość jest najlepsza, miganie nie przeszkadza w rehabilitacji mowy, czesto ją wspiera. Gratulacje za mądry, ważny , potrzebny artykuł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się zgadzamy w tej kwestii :)
      Dwujęzyczność - to jest właśnie klucz do sukcesu :)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Ja jestem podejścia takiego, że w szkołach powinni wprowadzić przedmiot związany z PJM. Wiele razy widziałem jak młodzież wyśmiewała się z takich ludzi. Niech chociaż przez taki przedmiot spróbują ich zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam!
    Jestem mamą niedoslyszacego 10latka...który oprócz głębokiego niedosluchu ( gluchoty!) ma jeszcze inne problemy zdrowotne m.in. ma kluczowe porażenie polowicze co uniemożliwia mu nauczenie się j. migowego w sposób samodzielny- bo nie może sam zapisać znaku do którego potrzeba dwóch rąk!!!! I co teraz powiecie, co z takim dzieckiem zrobić??... on bardzo chce, my też chcemy jego i siebie nauczyc, czesc znakow juz znamy on nas po migowemu rozumie ale sam nie pokaże! Jak rozwiązać ten problem? Również jest w kasie integracyjnej z indywidualnym nauczaniem jeszcze na terenie szkoły ale ma konto z rówieśnikami i wiem , że sam ich unika i mimo iż ma już implant po jednej stronie mimo wszystko wiele nie rozumie z ich mowy, na przerwie ucieka w kat gdzie mniej słychać hałasy... i sam wymusza faktycznie wiele rzeczy rzeźby robić za niego , zwłaszcza lekcje chciałbym żebyśmy odebrali za niego! Nie możecie obwiniać tylko nas rodziców za taki stan rzeczy, że dziecko przez nas staje się niesamodzielne, ono czasem nie chce albo w jakiś sposób nie może sam sobie rady z wieloma sprawami, bo np trudno jest się całkowicie ubrać samemu mając tylko jedna rękę sprawną!... Dzieci pomyślcie czasme zanim kogoś osądzicie swoich rodziców i obcy którzy nie znacie takich sytuacji ...dla nas rodziców to bardzo trudne sytuację są, my sami pijemy się wielokrotnie z myślami co będzie najlepsze dla naszego dziecka i jak mamy postąpić...My borykamy się dopiero i aż 10 lat, ale są rodzice co dłużej lub krócej mają te same dylematy!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani za bardzo osobiście odbiera artykuł autorki. Przecież to jest tekst ogólny a pani chyba jako atak na wszystkich rodziców odebrała. Co do pani dziecka to lepiej porozmawiać o tym z psychologiem. W Instytucie Głuchoniemych w Warszawie są specjaliści to by pani pomogli. Znam rodziców których dzieci uczą się w tym Instytucie i mają głuchotę sprzężona z innymi chorobami i niech mi pani wierzy ale te dzieci są samodzielne bo specjaliści w Instytucie wiedza jak postępować i nie pozwolą żeby dziecko było "wyręczane" w wielu rzeczach. to że pani syn wymusza wiele rzeczy to oznacza że nauczył się żeby od Was to wymuszać, czyli macie problem który lepiej ze specjalistą omówić. Tak ja to widzę. Bo pracowałam z różnymi niepełnosprawnymi dziećmi.

      Usuń
    2. zapomniałam dopisać, że co innego jest pomaganie dziecku w ubieraniu się a co innego odrabianie lekcji i wykonywanie czynności z którymi można poradzić. Na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach studiują osoby z różnymi niepełnosprawnościami, mają asystentów którzy pomagają w pokonywaniu fizycznych przeszkód ale wyręczanie w lekcjach to przyniesie Waszemu dziecku największą szkodę. Na Waszym miejscu bym porozmawiała z osobami które są już dorosłe a mają podobną niepełnosprawnosć jaką ma Wasze dziecko i bym zapytała jak te osoby radzą sobie. Osoba dorosła z taka samą niepełnosprawnością wiele może Wam podpowiedziec. Takie jest moje zdanie. Rodzic z miłości nie zawsze jest obiektywny.

      Usuń
  10. Popieram wypowiedź pani Agnieszki, a także pana Anonimowego (dla uściślenia: pisał powyżej o godzinie 18 stycznia 2018 08:07).
    Znacie Helen Keller? Była głuchoniewidoma, jej rodzice najchętniej wyręczaliby ją we wszystkim, a skutek był taki, że zachowywała się jak zwierzątko. Całe szczęście, że wychowywaniem i edukacją Helen zajęła się jej niania. Nie pozwoliła Helen wyręczać we wszystkim z litości nad jej niepełnosprawnością, zaczęła stawiać wymagania. Dzięki temu Helen wyrosła na kobietę mądrą, dojrzałą. Przestańcie Państwo postrzegać swoje dziecko w kategorii "trzeba go wyręczać litościwie, bo ma jedną rączkę", zacznijcie patrzeć na dziecko w kategorii "co może wykonywać rączką, którą posiada". Szukajcie możliwości w ograniczeniach jakie narzuca ciało dziecka. I jak napisała pani Agnieszka, bardzo dobrym pomysłem jest porozmawianie z osobą dorosłą, która ma podobną niepełnosprawność i jakoś radzi sobie w życiu. Osobom niepełnosprawnym owszem należy pomagać, wspierać, ale nie wyręczać, bo to buduje w takiej osobie przekonanie, że do niczego się nie nadaje, że nic nie potrafi. Mam syna, który cierpi na zespół różnych chorób, ma nie w pełni sprawne obie ręce, w tym choroby metaboliczne, długo by tu wymieniać jakie to choroby, ale lekarze zapowiadali, że będzie to "roślina". Znaleźliśmy w dziecku jego mocne strony. Rehabilitowaliśmy tak, aby radził sobie "na swój sposób". Nie wyręczaliśmy. Nie litowaliśmy się. Wspieraliśmy. Dziś człowiek, który miał wegetować skończył studia, jest samodzielny, potrzebuje jedynie pomocy fizycznej w niektórych czynnościach. Pozdrawiam i życzę więcej wiary w dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam, ja też jestem matką dziecka niesłyszącego. Córka ma niedosłuch na prawych uchu i ma na nim aparat słuchowy. Na lewe ucho ma wszczepiony implant ślimakowy. Córka ma też epilepsję i nie dowidzi na prawe oczko i ma nie sprawną prawą nóżkę. Córka ma ma 11 lat /w maju będzie 12 lat/ i uczy się w szkole integracyjnej. Ja jako matka starałam się wyręczać dziecko w wielu czynnościach bo córeczka krzyczała płakała wymuszała żeby dużo rzeczy robić za nią. Nie radziłam z nią. Mąż uważał że źle robię za dużo pomagając i przez to były kłótnie w domu. Pomogła nam bardzo rozmowa z psychoterapeutą. Dużo też rozmawiałam z dorosłymi osobami niepełnosprawnymi z Poznania bo mieszkam w okolicy. Dzięki pomocy psychologa i innych specjalistów wiemy jak traktować dziecko. Sytuacja w rodzinie też poprawiła się. Pomagamy córce ale nie wyręczamy i jest duża zmiana w zachowaniu. Córeczka stara się wiele robić sama. córka ma też kontakt z innymi dziećmi na turnusach rehabilitacyjnych i to też motywuje żeby była samo dzielna. To jest prawda że rodzice z miłości mogą zrobić dużą szkode dziecku. Postanowiliśmy z męzem że będziemy się razem z córeczką uczyć języka migowego bo badania pokazały że słuch się pogarsza i że implant nie dokońca tak bardzo pomaga mimo rehabilitacji. Pozdrawiam. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobry artykuł. Duzo osób jak np. wyzej ktoś o pseudonimie A. myli rozwój mowy dziecka z rozumieniem. Mozna pracowac nad tym zeby dziecko ładnie mówilo ale co z tego jezeli dziecko slabo rozumie co do niego sie mowi. Wyzej anonimowy napisal ze " Dwujęzyczność, dwutorowość jest najlepsza, miganie nie przeszkadza w rehabilitacji mowy, czesto ją wspiera ". Nie rozumiem dlaczego tyle rodzicow i nawet osob niedoslyszacych nie chce przyznac ze miganie moze byc wsparciem? Skad takie negowanie jezyka migowego? nie jest on gorszy od mowy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam jestem osobą niedoslyszaca od urodzenia noszę aparat słuchowe i słyszę oraz umiem normalnie mówić z głosu. Z dzieciństwa postaralam się nauczyć mówić przez logopedii oraz w szkole i moja mama też mnie uczyła mówić. Jakieś około 7-8 lat umiałam już mówić ale początku to było ciężko a potem po latach zaczęłam mówić normalnie płynie z głosu zdania itd. Od dzieciństwa kontaktuje sie znajomych tylko słyszące a ludzi osoby głuchy bardzo rzadko ponieważ słabo znam język migowy bo chodziłam do szkoły dla niesłyszących tylko gimnazjum i nic więcej. A reszta przez całe życie szłam do szkoły dla slyszacych. Jestem bardzo wdzięczna logopedy ,szkoły oraz mamę. Nie jestem żadna sama. Wszyscy mnie wspierają. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Luszka Szokker + E=mc2 , Blogger