maja 18, 2018

maja 18, 2018

Tatuaż zmywalny z obrażoną laleczką Kokeshi i odrobina wspomnień z dzieciństwa :)

 

Tatuaż zmywalny z laleczką Kokeshi, która najwyraźniej ma obrażoną minę to najnowsze zamówienie jednej z moich koleżanek - wielbicielki wszystkiego, co związane z kulturą japońską. Do tatuażu miały też być wykonane japońskie krzaczki, lecz odmówiłam ich namalowania, gdyż nie znam się na kaligrafii japońskiej, obawiałam się, że przez brak znajomości kaligrafowania mogę coś sknocić i zamiast japońskich liter zamieszczę coś co Japończykom w ogóle nie będzie kojarzyło z ich pismem ;) Po prostu nie tworzę napisów w językach, których nie znam :)

Tak nawiasem mówiąc, tatuaże zmywalne to bardzo fajna sprawa. Odkryłam, że są dobre dla tych osób, które boją się bólu podczas kreowania tych "stałych" tatuaży, lub nie mogą mieć ich ze względów zdrowotnych, np. alergia, choroby skóry. Ktoś nawet mi powiedział, że zmywalne tatuaże są świetne dla tych osób, które szybko się nudzą i dzięki możliwości umieszczania na swej skórze zmywalnych tatuaży mogą bardzo często zmieniać swój wizerunek :D

Laleczki Kokeshi. Co to takiego?


Wróćmy do motywu laleczek Kokeshi... Tak nawiasem mówiąc, laleczki Kokeshi to tradycyjne japońskie lalki, z reguły tworzone są od ponad 200 lat z drewna. Wywodzą się z północnego regionu Japonii - Tohoku. Jk twierdzi moja kolażanka - owe laleczki stanowią m. in. symbol młodości i dziewczęcego piękna, według wierzeń mają zapewniać przychylność bogów. Bardzo ciekawie i znacznie obszerniej o laleczkach Kokeshi pisze na stronie kanzashi.pl.

Kokeshi... Moja słabość.


Przyznam, że i ja mam słabość do laleczek Kokeshi. Ich widok przywołuje we mnie wspomnienia z dzieciństwa. Wieki temu, kiedy jeszcze uczęszczałam do podstawówki, w szkole z okazji Dnia Dziecka zorganizowano coś w rodzaju loterii, na której każdy kładł jakieś fanty, nie musiały to być nowe rzeczy, mogły to być  używane drobiazgi, książki, jakieś zabawki, które się znudziły itp. I właśnie na tej loterii wygrałam czerwony sznur korali składający się z paciorków w kształcie maciupeńkich laleczek Kokeshi. Niestety długo nie nacieszyłam się tymi koralami, ktoś mi je ukradł z plecaka, który zostawiłam w szatni na czas trwania wf-u... Już nigdy nie udało mi się zdobyć takich równie cudownych, unikatowych korali, ale trwam w swoich poszukiwaniach :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Luszka & Mocna Cisza , Blogger